0

Andrzej Dryszel o pozycji polskich rodziców w sprawach o odebranie im dzieci

Potrzebne są przepisy niepozostawiające miejsca na dowolność.

Każdego roku przybywa spraw o wydanie dzieci jednemu z rodziców czy zagranicznej instytucji opiekuńczej. Jak podaje resort sprawiedliwości, w 2014 r. wpłynęło ich 164, a w ubiegłym 190. Wywołują one tak duże emocje, że potrzebne jest prawo zostawiające jak najmniej miejsca na dowolność.

Pod obrady Sejmu trafiły przepisy mające wzmocnić pozycję polskich rodziców w sprawach o odebranie im dzieci. To projekt ustawy o wykonywaniu niektórych czynności organu centralnego w sprawach rodzinnych z zakresu obrotu prawnego na podstawie prawa Unii Europejskiej i umów międzynarodowych. W środę 13 grudnia na stronach Sejmu upubliczniono sprawozdanie komisji. Projekt czeka już na drugie czytanie. Czy pomoże polskim dzieciom?

PRAWDZIWE HISTORIE

Urodzony na Łotwie Markus, pięcioletni dziś syn Kordiana Korytka i Ligi Konowałowej, został wywieziony z Polski w marcu 2016 r. w wyniku orzeczenia polskiego sądu. Związek się rozpadł, chłopiec został z mamą na Łotwie, ojciec dojeżdżał z Polski. Liga zaszła w ciążę z innym mężczyzną, zaczęły się spory o opiekę nad Markusem. W 2014 r. Kordian Korytek wywiózł dziecko do Polski. Twierdzi, że czasowo i za zgodą Ligi, ona jednak oskarżyła go o uprowadzenie. Sąd na Łotwie pozbawił Korytka praw rodzicielskich, nasz sąd, orzekając w trybie konwencji haskiej z 1980 r. o cywilnych aspektach uprowadzenia dziecka za granicę, nakazał wydanie dziecka matce. Ojciec odmówił, przedstawił cztery ekspertyzy, przemawiające jego zdaniem za tym, że dziecko powinno zostać z nim w Polsce.

W 2016 r. para spotkała się w rybnickim sądzie, by zawrzeć ugodę w sprawie spotkań z Markusem. Podczas krótkiej przerwy w posiedzeniu Liga zabrała synka do samochodu i wywiozła na Łotwę, co nie było uzgodnione z sądem ani ojcem dziecka. Teraz z kolei Kordian Korytek uznał to za uprowadzenie – choć polski sąd wcześniej nakazał mu oddanie chłopca – i podczas wizyt na Łotwie próbuje negocjować warunki kontaktowania się z synem.

Niemal lustrzanym odbiciem tej sprawy jest spór o opiekę nad ośmioletnią Mają Yxklint, urodzoną w Polsce i wydaną szwedzkiemu ojcu Mathiasowi przez polski sąd. Gdy miała kilka miesięcy, mama Katarzyna Malinowska wyjechała z nią do do Szwecji. Związek rozleciał się w 2011 r. Pani Katarzyna wyprowadziła się, opiekę nad Mają sprawowała na zmianę z byłym partnerem. Wkrótce wróciła do Polski, Maja przebywała trochę u niej, trochę u taty w Szwecji. Gdy jednak Polka założyła nową rodzinę i oczekiwała drugiego dziecka, jej relacje z ojcem Mai pogorszyły się, aż wreszcie nie pozwoliła na kolejny wyjazd córki do Szwecji.

Były partner oskarżył Katarzynę Malinowską o uprowadzenie dziecka, w rezultacie została pozbawiona praw rodzicielskich przez szwedzki sąd. W 2015 r. sąd w Polsce, działając w trybie konwencji haskiej z 1980 r. nakazał wydać Maję ojcu.

Orzeczenie wykonano w grudniu tego samego roku – Mathias Yxklint w asyście kuratorek zabrał Maję ze szkoły i wywiózł do Szwecji. W czerwcu 2016 r. Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał w mocy orzeczenie sądu pierwszej instancji, nie uwzględniając argumentów wskazujących m.in. na to, że Maja została rozdzielona z bratem przyrodnim i z obecnym partnerem mamy, z którym ma bardzo dobre relacje.

Pod ambasadą Szwecji odbył się zaś protest pod hasłem „Szwecjo, oddaj polskie dziecko”. Przyniósł pewien efekt medialny – wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik zapowiedział złożenie apelacji od wyroku szwedzkiego sądu pozbawiającego Katarzynę Malinowską praw rodzicielskich, ale o efektach tych planów głucho.

PO NASZEJ STRONIE

Polscy rodzice w takich sytuacjach uważają, że nasze sądy nie bronią ich interesu (a według nich powinny). Podobne odczucie mają Polacy, którym odbierają dzieci instytucje opiekuńcze działające w wielu krajach Europy – choć zajmują się one głównie dziećmi własnych obywateli.

Najbardziej chyba drastyczny przypadek działania takiego urzędu opisała w czerwcu Weronika Drozdowska. Jak mówiła, niemiecki Jugendamt odebrał jej i mężowi dzieci w wieku 2, 5, 7, 10 i 12 lat, zarzucając, że są maltretowane przez rodziców alkoholików. Najstarszy, 26-letni syn popełnił wtedy samobójstwo.

W 2013 r. Jugendamt odebrał troje dzieci (2, 5 i 14 lat) państwu Kowalskim. Wcześniej przez półtora roku kontrolował ich opiekun rodzinny, bo istniało podejrzenie, że w rodzinie jest alkoholizm i przemoc. Opiekun przychodził bez zapowiedzi, by kontrola miała sens, co jednak powodowało spięcia. Za którymś razem doszło do kłótni, został wyrzucony, efektem było zabranie dzieci. Rodzice mogli się z nimi widywać tylko w obecności pracownika socjalnego, z obawy, że zechcą je wywieźć z Niemiec. W 2015 r. matka mogła wreszcie raz spotkać się z dziećmi bez nadzoru – co wykorzystała, by zabrać je samochodem do Polski. Jugendamt złożył wniosek o wydanie dzieci, ale polski sąd go oddalił. Uznał, że zabranie dzieci było bezprawne, lecz ich powrót do rodzin zastępczych w Niemczech po ponadrocznym pobycie z rodzicami w Polsce nie będzie dla nich dobry.

Czasem wydaje się niepojęte, że zagraniczne władze mają prawo żądać w Polsce zabrania polskich dzieci od ich polskich rodziców. Należy jednak przestrzegać przepisów kraju, w którym się przebywa – a decyzja o zabraniu dzieci zapadła w Niemczech i tamtejsze władze były obowiązane do jej egzekwowania.

W takich sytuacjach zostaje walka prawna. Nasz rząd postanowił więc wzmocnić pozycję strony polskiej w sądowym starciu na gruncie prawa rodzinnego oraz pozycję ministra sprawiedliwości.

NOWE UPRAWNIENIA MINISTRA I POLICJI

Rada Ministrów 29 sierpnia przyjęła projekt ustawy o wykonywaniu niektórych czynności organu centralnego w sprawach rodzinnych z zakresu obrotu prawnego na podstawie prawa Unii Europejskiej i umów międzynarodowych. 27 września Sejm jednomyślnie skierował projekt do dalszych prac w komisjach.

Projekt przewiduje, że w przypadku sprawy o wydanie dziecka za granicę zostanie ono w Polsce co najmniej do rozprawy apelacyjnej (orzeczenia sądu będą wykonywane gdy się uprawomocnią). „Co najmniej”, ponieważ projekt wprowadza także skargę kasacyjną od orzeczeń o odebraniu dziecka. Do Sądu Najwyższego mogą ją wnieść prokurator generalny, rzecznik praw obywatelskich i rzecznik praw dziecka.

Dzisiaj postanowienia sądów o wydaniu dzieci są wykonywane z chwilą ogłoszenia, już po pierwszej instancji, chociaż konwencja haska z 1980 r tego nie wymaga.

Wnioskami o wydanie dzieci z Polski zajmować się będzie w pierwszej instancji jedenaście wyspecjalizowanych sądów okręgowych, mających tylko sześć tygodni na wydanie orzeczenia. Tak samo sześć tygodni będzie mieć warszawski Sąd Apelacyjny orzekający w drugiej instancji. Dzisiaj, kiedy w pierwszej instancji orzekają sądy rejonowe w całym kraju, trwa to ponad rok – ze szkodą dla stabilizacji życia dziecka.

We wszystkich takich sprawach strony będą musiały być reprezentowane przez pełnomocników (gdy polskich rodziców nie będzie na to stać, dostaną ich z urzędu), co ma usprawnić postępowania. Możliwe będzie też organizowanie mediacji transgranicznych pomiędzy stronami. Minister Sprawiedliwości będzie mógł zwracać się do sądów o dostarczenie wszystkich informacji na temat stanu postępowań – a sądy będą musiały odpowiadać mu niezwłocznie. Jeśli konieczne będzie przeprowadzenie wywiadu środowiskowego, sądy dostaną cztery tygodnie na odpowiedź.

Wnioski o wydanie polskiego dziecka za granicę kierowane do ministra sprawiedliwości muszą spełniać określone wymagania formalne (złożenie tylko przez osoby upoważnione, tłumaczenie na polski, przedstawienie pełnomocnictwa).

Jeśli ewentualne braki nie zostaną uzupełnione w ciągu czterech tygodni, minister nie nada takiemu wnioskowi biegu.

Polska policja zyska nowe uprawnienie – będzie mogła zbierać i przetwarzać (czyli wykorzystywać) dane osobowe osób (bez ich zgody i wiedzy), których dotyczy wniosek o odebranie dziecka oraz tych, które je zatrzymały lub ukryły.

Skarb Państwa pokryje koszty tłumaczenia wniosków składanych do zagranicznych sądów i instytucji przez polskich rodziców walczących o dzieci (gdy udowodnią, że ich na to nie stać). Nie dotyczy to niestety polskich rodziców, którzy są za granicą i tam podejmują działania prawne.

DO WYCZERPANIA ŚRODKÓW

Znacznie mniejsze będą uprawnienia ministra sprawiedliwości w sprawach o odebranie dzieci polskim rodzicom mieszkającym w innych krajach przez tamtejsze władze.

Jeśli zagraniczny sąd zgodzi się, by dzieci odebrane Polakom trafiły do rodziny zastępczej w Polsce, to minister będzie mógł kierować do sądów rejonowych wnioski o ustanowienie opieki zastępczej w naszym kraju. Sądy muszą na nie odpowiedzieć w ciągu 21 dni. Po pozytywnej odpowiedzi koszty przywiezienia dziecka do naszego kraju będzie mógł pokryć Skarb Państwa.

Te przepisy będą wykonywane stosownie do możliwości finansowych. Limit wydatków na dowóz i pobyt dzieci w polskich placówkach opiekuńczych czy rodzinach zastępczych wynosi 9720 tys. zł rocznie, a na płace dla dodatkowych sędziów i urzędników, rosnąco, od 1956 do 2789 tys. zł rocznie. Projekt stwierdza, że po osiągnięciu limitu wydatków przyjętych na dany rok budżetowy, nastąpi zablokowanie przenoszenia kolejnych dzieci.

Kwestia uprowadzeń dzieci za granicę oraz postępowania w tych sprawach przed polskimi sądami była już przedmiotem korespondencji Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara z Ministrem Sprawiedliwości i innymi organami.

Rzecznik pozytywnie ocenia podjęcie tej tematyki oraz opracowanie projektu. Jego zdaniem, wprowadzenie specjalizacji niektórych sądów w zakresie międzynarodowego obrotu prawnego w sprawach rodzinnych, pomoże w ujednoliceniu linii orzeczniczej oraz w usprawnieniu postępowań.

Autor jest publicystą prawnym

Artykuł pochodzi ze strony Rzeczypospolita

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *